Boks: Być albo nie być dla Krzysztofa Zimnocha

W szalenie trudnym położeniu przed dzisiejszym pojedynkiem jest Krzysztof Zimnoch. My oczywiście nie wyganiamy nikogo na emeryturę, nie mamy takiego zamiaru szczególnie, gdy rozchodzi się o gościa, który ma dopiero 33 lata, ale tak – to może być dla Polaka pojedynek o być albo nie być. Jeżeli mielibyśmy posłużyć się systemem zero-jedynkowym, to jedynka oznaczałaby na pewno wygraną i kontynuowanie kariery. Zero – porażkę i pakowanie manatek.

Wszystko przez to, co wydarzyło się przed rokiem. Przebywający na bokserskiej emeryturze Mollo wrócił na ring i bez żadnego problemu rozprawił się z Krzysztofem Zimnochem. Pięściarzem, który miał swoje ambicje i chciał dzięki zwycięstwu z Amerykaninem wypłynąć na szersze wody. Stało się jednak tak, że zamiast radości i planowania kolejnych walk, Polak musiał walczyć o to, by doszło do jego pojedynku rewanżowego.

Możemy mówić, że to Mollo jest faworytem i szczególnie niebezpieczny jest w początkowych rundach. Możemy sugerować się wypowiedziami Zimnocha, który jest rzekomo w życiowej formie i nie może doczekać się tego pojedynku na samą myśl o nim. Możemy zestawiać parametry obu panów, podzielić kartkę na pół i wpisywać plusy i minusy przy każdym nazwisku. Czy to jednak coś zmieni? Wszystko zweryfikuje ring i kilka mocnych ciosów. Z jednej i drugiej strony.

A o tym, że mocny cios Mike Mollo ma, wielokrotnie powtarza Artur Szpilka. Za Amerykanina były pretendent do tytułu mistrza świata będzie trzymał kciuki, mimo że swego czasu sam padał po jego ciosach na deski.

O co walczy Zimnoch?

Sami się nad tym zastanawiamy. Z jednej strony dajemy sobie sprawę z potencjału tego pięściarza i obstawiamy, że pewnego poziomu nie jest on w stanie przeskoczyć. Nie ma 19 lat, tylko 33, więc wątpliwe, by nagle wskoczył na level, w którym w światowym boksie walczy się o mistrzowskie pasy. Na pewno o prestiż i zaspokojenie własnych ambicji. Udowodnienie sobie i wszystkim niedowiarkom, że porażka wpłynęła na niego bardzo pozytywnie i dzięki niej ten jest lepszym bokserem. O co jeszcze? Kto wie, być może o walkę z Arturem Szpilką. Obaj panowie byli niegdyś kumplami, a dziś nie mogą na siebie patrzeć. Z pewnością Zimnoch takiego pojedynku by chciał, bo to oznaczałoby dla niego bardzo dobrą wypłatę. Pieniądze, których prawdopodobnie nigdy w życiu nie zarobił.

A Mollo? On nic nie musi. Co najwyżej może i chce. Z tego co zapowiada – jest zdeterminowany, by wygrać z Zimnochem. Jeśli mu się to nie uda, to wróci do swoich codziennych obowiązków i prawdopodobnie ostatecznie zawiesi rękawice na kołku. Presji na nim nie ma absolutnie żadnej.

Komentarze