Bohater tygodnia: Super Mario wrócił?

    Czy ten facet może zostać bohaterem romantycznej historii o piłkarzu, który miał wielki talent, rozmienił go na drobne, sięgnął dna, a potem doznał olśnienia, przeszedł niewytłumaczalną metamorfozę, odbudował formę i znowu wrócił na szczyt?

    Aż tak może byśmy się nie zapędzali, bo do dna miał jeszcze spory kawałek, a i w całkowitą metamorfozę też nie wierzymy, ale faktem jest, że u naszego bohatera, Mario Balotellego, dzieje się coraz lepiej. Enfant terrible europejskiej piłki przypomniał kibicom o swoim istnieniu i tym razem nie chodzi o nieumiejętność założenia koszulki, ale o strzelanie bramek!

    Markę zdążył wypracować sobie naprawdę niezłą. Kiedy w wieku dwudziestu lat błyszczał w Interze Mediolan i przechodził do Manchesteru City, wróżono mu karierę jednego z najlepszych napastników swoich czasów. Niestety za rozwojem piłkarskim nie poszedł rozwój emocjonalny. Włoch zamiast iść w górę, zaczął powoli się staczać.

    Wypluł go Liverpool a potem Milan, do którego został wypożyczony. Jedną z zagadek ostatniego okna transferowego było to, gdzie trafi sprawiający problemy wychowawcze piłkarz. Interesowały się nim Ajax, Palermo czy Besiktas, ale on wybrał mniej uznaną markę, francuskie OGC Nice.

    I póki co jest to mariaż, z którego obie strony mogą być zadowolone. Na ostateczną ocenę poczekajmy do końca sezonu, ale nie da się ukryć, że Balotelli na Lazurowym Wybrzeżu czuje się naprawdę świetnie i przypomniał sobie jak zdobywa się bramki.

    balotelli-gol-nice-w-meczu-z-monaco-laczy-nas-pasja

    Już debiut w barwach francuskiej ekipy miał nad wyraz udany, bo udało mu się zdobyć dwa gole w wygranym 3:2 pojedynku z Olympique Marsylia. To tyle, ile w ostatnich sezonach w Serie A i Premier League. Zapowiedzi tego, że Super Mario planuje w ciągu trzech lat sięgnąć po Złotą Piłkę może i są mocno przesadzone, ale jeśli zachowa skuteczność, to śmiało może myśleć o koronie króla strzelców ligi francuskiej.

    Tym bardziej, że dublet z debiutu nie był jednorazowym wyskokiem. Co prawda w kolejnym spotkaniu, w którym zagrał – z Schalke w Lidze Europy – gola nie zdobył, ale popisał się kolejnymi dwoma trafieniami w spotkaniu z Monaco. Dorzucił również gola w europejskich pucharach, niestety jego ekipa przegrała z Krasnodarem 5:2. W niedzielę Mario znowu wystąpił w ligowym spotkaniu i dał swojej drużynie zwycięstwo strzelając bramkę na 2:1 w osiemdziesiątej szóstej minucie.

    Nicea przewodzi w tym momencie w Ligue 1 z punktem zapasu nad Monaco, a Balotelli jest najlepszym strzelcem swojego zespołu. Czyżby „zesłanie” na prowincję wielkiej piłki było dla Włocha najlepszym rozwiązaniem? Wyrasta na lidera drużyny i jeśli nic po drodze nie spieprzy, to może za jakiś czas znowu będziemy oglądać go walczącego o triumf w silniejszej lidze i Champions League.

    Kliknij tutaj i wygraj podwójny bilet na Polska – Armenia!

    Komentarze